Walki powietrzne po niebem Francji

Walki pod niebem Francji

Po klęsce lotnictwa polskiego w kampanii wrześniowej, Władysław Gnyś podjął próbę przedostania się na zachód, by tam z oddali kontynuować walkę z niemieckim agresorem w obronie Ojczyzny oraz innych narodów Europy.

17 września 1939 roku krakowska 121 Eskadra Myśliwska otrzymała rozkaz udania się wszystkimi sprawnymi samolotami do Rumunii. Reszta pilotów i personel naziemny, otrzymali zadanie dotrzeć tam najkrótszą drogą transportem kołowym. Podczas ewakuacji, przedzierając się na zachód, Gnyś przeszedł bardzo ciężkie zakażenie pokarmowe. Mimo bardzo ciężkiego stanu zdrowia realizował ewakuację, na którą otrzymał w przydziale służbowym, samochód wojskowy wraz z kierowcą. W czasie tej podróży niemal całą drogę przeleżał na tylnym siedzeniu. Podczas jednego z postojów kierowca przebrał go w ubranie cywilne, które wcześniej gdzieś skombinował. Po całonocnej podróży dotarli wreszcie do rumuńskiej granicy, gdzie (zgodnie z tamtejszym rozkazem) tysiące Polskich żołnierzy zmuszono do pozbycia się mundurów oraz broni, a także wszystkiego co wskazywałoby na to, że są polskimi żołnierzami. Gnyś z żalem rozstawał się ze swoim pistoletem oraz kordzikiem lotniczym - nagrodami otrzymanymi w dęblińskiej szkole oficerskiej. Związał je i razem owinąwszy   w jakąś szmatę z „ciężkim sercem” z mostu wrzucił do rzeki. Następnie, wraz z kierowcą przekroczyli granicę rumuńską w miejscowości Kuty, udając się w dalszą podróż na nizinę nad Morzem Czarnym. Na przedmieściach Bukaresztu kierowca Gnysia, pożegnał swojego oficera słowami – „Niech Pana Bóg Błogosławi” i odszedł w nieznanym kierunku. Jak okazało się niebawem, kilka dni po rozstaniu z kierowcą, Gnyś został aresztowany i przesłuchiwany przez rumuńską policję. Podczas przesłuchania udawał, że jego ręka jest niepełnosprawna wyjaśniając, iż jest to przedwojenna blizna - pamiątka po wypadku z sieczkarnią, który miał miejsce w rodzinnym gospodarstwie domowym. Podczas przesłuchania przekonywał rumuńskich policjantów oznajmiając, iż jest studentem politechniki. Przesłuchujący, patrząc na wykrzywioną i rzekomo sparaliżowaną rękę Gnysia, jednomyślnie uwierzyli w tę historię wydając mu stosowne dokumenty.

Po wszelkich formalnościach Gnyś, na obszarze Rumunii, przebywał w obozie internowania  w Tulcei od 23 września do 05 października, skąd przez Bukareszt przedostał się do portowego miasteczka Bałczik nad Morzem Czarnym. Następnie, wraz z tysiącami innych żołnierzy, w dniu 05 listopada 1939 roku z Rumunii odpłynął statkiem „Patris” do portu Valetta na Maltcie. Następnego dnia po przeniesieniu się na statek „Franconię”, w dniu 20 listopada 1939 roku odpłynął do Marsyli - głównego punktu zbornego dla Polaków we Francji. Tam od 21 listopada przebywał w Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Lyonie i po krótkim tam pobycie został skierowany do Groupe de Chasse 3/1 w Toul Croix, gdzie latał na samolotach francuskich Morane MS-406.

Wykazując wysoki poziom umiejętności i opanowawszy sztukę latania na tych samolotach, znalazł się w wybranej grupie polskich pilotów, którzy zostali skierowani na specjalistyczne szkolenie pilotów myśliwskich, którzy w przyszłości mogli obejmować stanowiska dowódcze. Następnie, pod dowództwem kpt. pil. Stefana Łaszkiewicza w dniu 07 stycznia 1940 roku, Gnyś dotarł do Monpellier, gdzie po przeszkoleniu na kolejnym sprzęcie francuskim, otrzymał przydział do klucza frontowego Nr 4 „Bu” dowodzonego przez porucznika pilota Kazimierza Bursztyna, którego trzecim pilotem był podporucznik pilot Władysław Chciuk.

Po kilku miesiącach pobytu w Lyon-Bron, w dniu 27 marca 1949 roku naczelny wódz Polaków generał Władysław Sikorski pożegnał odchodzących na front polskich lotników, tych którzy na lotnisko francuskiej jednostki Groupe de Chasse III/1przybyli 29 marca 1940 roku.

Zaraz po tym, w dniu 12 maja 1940 roku w pierwszym locie klucza na przechwycenie wrogich bombowców, trójka Polaków piloci Bursztyn, Gnyś i Chciuk ostrzelali, mocno uszkadzając, niemieckiego bombowca Heinkel He-111, który z nieżyjącym już strzelcem pokładowym, przymusowo wodował w rejonie Antwerpii. Podczas tego lotu Gnyś samotnie atakował jeszcze pojedynczego Heinkla He-111, uszkadzając go. Ten sam klucz                      z lewoskrzydłowym wówczas Gnysiem i prawoskrzydłowym Chciukiem, lecz tym razem z francuskim dowódcą por. Marche, zestrzelił niemiecki samolot bombowy Dornier Do 17, za co pilotom przyznano po 1/3 zwycięstwa.

Wkrótce potem w dniu 25 maja 1940 roku bojowy klucz myśliwski Nr 4 „Bu”, walczący przy dywizjonie Groupe de Chasse III/1                w podstawowym składzie: Chciuk, Gnyś i ciężko chory Bursztyn został trafiony serią strzelca pokładowego niemieckiego bombowca.

Samolot ten natychmiast został zaatakowany przez Władysłwa Gnysia i po chwili  w płomieniach przymusowo lądował na brzegu pobliskiej rzeki. Jak wspomina Gnyś – W tym czasie nad miejscowością Cambari Bursztyn stoczył heroiczną i dramatyczną bitwę powietrzną z Messerschmittami. Była to bezsensowna i beznadziejna walka pozbawiona najmniejszych szans powodzenia, o czym  przed walką Gnyś przekonywał Bursztyna, aby ten się wycofał i jej zaniechał. Wiedział bowiem, że ma on usztywnioną nogę i nie będzie mógł sprawnie operować sterami samolotu, kiedy zrobi się gorąco. Jednak Bursztyn zdecydował inaczej i już następnego dnia pełna eskadra (dwanaście samolotów) wystartowała przeciw wrogim samolotom, atakującym wówczas wojsko i ludność cywilną. Gnyś dostrzegł w powietrzu nadlatujących Niemców i natychmiast przez radio powiadomił dowódcę, że naliczył szesnaście wrogich maszyn, które rozpoczynają atak. Przez chwilę dostrzegł zawracające do bazy francuskie samoloty, które miały wziąć udział w tej walce, po czym z przerażeniem patrzył jak Bursztyn leci wprost pod samoloty nieprzyjaciela i po chwili został trafiony pierwszą serią i runął na ziemię. Tak zginął dowódca i serdeczny przyjaciel Władysława Gnysia por. pil. Kazimierz Bursztyn vel „Kazek”. Śmierć dowódcy sprawiła, iż dowodzenie kluczem natychmiast przejął Władysław Gnyś i wraz z kolegami dalej walcząc przyczynili się do uszkodzenia niemieckiego bombowca Heinkel He-111, drugiego zaś sam uszkodził. W tej walce zestrzelono również niemieckiego myśliwca. Polskim pilotom, podobnie jak w poprzednim przypadku, przydzielono po 1/3 zwycięstwa. Uczyniono tak ze względu na brak możliwości ustalenia kto rzeczywiście zestrzelił, gdyż walka odbywała się w dużym zamieszaniu w powietrzu. Po walkach powietrznych w czasie niemieckich nalotów i bombardowań ocalałe alianckie maszyny odleciały na lotniska zapasowe.

Trudna sytuacja sprawiła, iż mimo ogromnego wysiłku Brytyjczyków, polaków i francuzów nie udało się zatrzymać nacierającego wroga. Tak więc po czterech tygodniach beznadziejnych walk, generał Sikorski wydał rozkaz ewakuacji polskiego wojska do Anglii.

Piloci Władysław Gnyś wraz z Władysławem Chciukiem oraz mechanikami  i innymi kolegami, otrzymawszy transport, broń i amunicję dostali pozwolenie opuszczenia francuskiej eskadry. Gnyś zebrał więc swoich żołnierzy przed francuskim dowódcą i zameldował oficjalne rozstanie się z francuskimi żołnierzami i opuszczenie Francji.

Z historycznych przekazów źródłowych wynika, iż do końca kampanii francuskiej nie doszło już do żadnej poważniejszej walki powietrznej.

Po nieuchronnej klęsce i kapitulacji Francji, Władysław Gnyś zmuszony został do kolejnej ucieczki. I tak w dniu 21 czerwca 1940 roku wraz z całym personelem dotarli do portu Port-Venders i po zaokrętowaniu odpłynęli do Oranu. Następnie drogą lądową (pociągiem) dojechali do Casablanki, po czym przez Gibraltar angielskim statkiem dopłynęli do Anglii.